24h

Pod koniec lat siedemdziesiatych, kiedy to jeszcze ciagle nam sie wydawalo, ze

polskie kino , polski plakat i polski teatr stanowily gwarancje europejskiej przynaleznosci naszej kultury zaczalem na serio zastanawiac sie nad autentyczna wizualna rzeczywistoscia naszego kraju. Nie bylismy wowczas odcieci od wydarzen w sztuce swiata, ale i nie bralismy w niej udzialu. To bylo takie macanie przez szybe – swietnie znalismy piosenki Beatles’ow czy obrazy Roy’a Lichtensteina, a zarazem powod i kontekst w jakim one powstaly nie przylegal do naszego.

Bylem wowczas mlodym grafikiem, ktory na wlasny uzytek oglosil smierc poskiego plakatu. Przyjawszy fakt, ze na akademie sztuk pieknych  poszedlem aby zostac plakacista to jest to dowodem ostrej schizmy. Stalo sie to niestety w mysl starego prawa Murphy’ego,ze kiedy kolej przychodzi na nas, to oni zmieniaja zasady. Innymi slowy w stosunku do polskiej szkoly plakatu, to kontekst spoleczno polityczny juz w latach 70-tych byl przedatowany a kiedys tak swiezy I zaskakujacy styl myslenia zamienil sie w zjelczale pamiatkarstwo.

Potrzebowalem zatem prawdziwej, rodzimej inspiracji – jaka by ona nie byla.

Ulica z jej zgrzebna codzienna szaroscia –

byla odpowiedzia. Podarowany Nikormat i kilka rolek ORWO-color mialy zrobic reszte. To co odkrylem bylo przerazajace. Ze  wczesniej tej codziennosci nie zauwazalem bylo chyba wynikiem swoistego wizualnego escapismu. Szyldy sklepowe, wywieszki, informacje w oknach sklepowych, opisy na samochodach, autobusach, – wszystko to absolutnie pasowalo do systemu w jakim zylismy. Niemal polowa napisow robiona byla technika szablonu. Autobus, taksowka, ciezarowka czy witryna sklepu niemal wszystko bylo “trysniete”. Zamazane kontury liter, poprzesuwane kolory, mgla farby ktora wyszla poza forme. Logotypy,ktore wygladaly jak plama blota, czy tez na odwrot. Wszystko to stanowilo jakosc estetyczna sama w sobie, a zarazem mialo pierwotna sile malowidel skalnych. Najbardziej jednak efektywna forma komunikacji w tamtych czasach byly kartki papieru na ogol w kratke, ktore przyklejano tasma samoprzylepna w witrynach sklepowych. Oznajmialy one pory dostawy towaru czy tez po prostu “remanent”. Wywieszki w kioskach “wyszlam na poczte, zaraz wracam” byly elementem codziennosci. Tajemnica ich bylo jednak, ze to wlasnie te kartki stanowily jeden z najbardziej wiarygodnych srodkow komunikacji. Wiadomo bylo ze stala wywieszka dotyczaca godzin otwarcia zawsze przykryta byla kartka z zeszytu, przypieta spinaczem ktora podawala aktualne informacje.

Niewiele bylo trzeba, a cala ta estetyka zafascynowala mnie bezwarunkowo. Na dodatek wplywy Die Neuie Wilde, niemieckiego neoexpresionizmu lat 70-tych ze swoja brutalna i nieokrzesana forma swietnie miescily sie w duchu czasu. Zawodowo czulem sie jak nowonarodzony – brutalnosc szablonu stala sie moja wlasnoscia. Po raz pierwszy w zyciu czulem, ze to co robie zawdzieczalem sobie I mojemu odkryciu. Mysle po latach, ze wybor przeze mnie samodzielnej drogi bardziej ucieszyl mojego mistrza Henryka Tomaszewskiego niz gdybym przylaczyl sie do grona jego nasladowcow.

Widoczna wowczas powsciagliwosc w reklamowaniu swoich uslug przez prywatnych wlascicieli sklepow czy przedsiebiorstw transportowych spowodowana byla polityka represji wobec stanu sredniego. Maly prywatny biznes byl niezbedny dla funcjonowania ekonomii PRL-u, lecz calkowicie niezgodny z doktryna polityczna. A zatem sector ten utrzymywano w celowo na bardzo bezpiecznym, niskim poziomie stosujac skutecznie system domiarow podatkowych.

Nie bylo to zatem w interesie “prywaciarzy” aby swoje uslugi zbyt agresywnie

Manifestowac; bo kto bedzie sie dobrowolnie podkladal? Sektor panstwowy zas nie majac  konkurencji nie musial sie wysilac. Podzial spoleczenstwa na “ich” i “nas” powodowal, ze nikomu na niczym nie zalezalo.

W rezultacie brak spolecznego zaufania do slowa drukowanego spowodowal rowniez niska range jaka mial jezyk w spolecznej percepcji.

Ten fenomen – mieszanina spolecznej  obojetnosci i politycznej paranoi urodzila estetyke, ktorej konsekwencje ogladamy do dzis.

Upadek komuny spowodowal radykalna zmiane ukladow ekonomicznych. Wielkie firmy jakie weszly do Polski wniosly ze soba wielkie machiny marketingowe i miedzynarodowe agencje reklamowe. Wszyscy pamietamy jeszcze jakie to konsekwencja mialo dla nosnosci reklam robionych gdzies na swiecie a adaptowanych nieudolnie i wrzucanych na polski rynek. Z drugiej strony nowa energia przedsiebiorczosci powstaje od dolu.

Tysiace malych przedsiebiorstw jest zdana na swoj instynkt prztrwania. W zasadzie mamy tu do czynienia z kontynuacja znanej nam wizualnej traducji z przeszlosci, tym razem nieokielznane estetyczne pospolite ruszenie. Poza granicami duzych miast znikaja wylizane billboardy a zaczyna sie wojna koslawych liter. W sferze jezykowej nastapily tez zmiany – te z kolei zaporzyczone oczywiscie z angielskiego wykreowanly nowy  zargon.

I to magiczne slowo wytrych “24h”

Dodajmy do tego niebywaly szpagat psychiczny, wilkie schizo z jakim kazdy przedsiebiorca jest skonfrontowany: z jednej strony wszyscy musza widziec moj sklep, a z drugiej musze go uczynic niedostepnym dla zlodziei. Kiosk z gazetami zamienia sie w klatke z zelaznej kraty a napisy na szybach przerywane sa zelazna zaluzja. Klodki zamykane sa na klodki.

Co interesujace w prezentacji firm ciagle jest jeszcze obecny element ludowy.

Nieskrepowana etnografia. W latach 70-tych

tablica anonsujaca warsztat samochodowy udekorowana byla z zasady przedstawieniem generycznym samochodu. Dzisiaj sa to konkretne modele i rozpoznawalne marki. Dowodzi to juz nowej spolecznej stratyfikacji –pewne grupy spoleczne kojarzone sa z konkretnymi typami samochodow. Obecne wizerunki Mercedesow i Audi wyklejane sa foliami kolorowymi, ktore zreszta po kilku deszczach I jednej zimie zamieniaja sie w poskrecane wiory zwisajace z nieczytelnej tablicy.

Ze wschodu na zachod i odwrotnie przecina nasz kraj trasa Swiecko – Terespol. Jesli

nigdy w zyciu nie widziales Route 66 w USA to ta trasa jest jej europejskim odpowiednikiem. Ten mikrokosmos dlugosci niemal 700 kilometrow ciagnie sie po obu stronach drogi. Dziesiatki stacji benzynowych, nocne kluby, restaracje,

“sloikowki” na skraju lasow, sprzdawcy krasnali I grzybow, wiklina I uzywane samochody. Trzyjezyczne informacje o oponach I myjniach dla ciezarowek i kantory wymiany. Niekonczacy sie ciag TIR-ow BY, LV, LT, RUS,UA, lawety wypelnione szrotem samochodowym, ktore wkrotce wygladzone wroca na drogi.

A wszystko to porzplatane co kilkanascie kilometrow tablicami czarny punkt ze statystyka smierci. Okreslenie a to Polska wlasnie jest tu na miejscu.

Bo jesli pominac cala komercyjna wylizana kulture reklamy w duzych miastach to wlasnie na poziomie ulicy, malego sklepiku, przydroznego baru odbywa sie ksztaltowanie autentycznej polskiej estetyki codziennej. Czy jest to inspirujace dla mlodych czy nie, kultury 24h nie da sie przeskoczyc. Nie bojmy sie I nie wstydzmy jest ona autentyczna i wlasna-lokalna a nie prowincjonalna.

Europa dzisiejsza to nie tylko otwarte granice I swoboda komunikacji, to rowniez wielki proces urawnilowki czy mowiac wprost nieuniknionej macdonaldyzacji na wszystkich poziomach zycia. Ani sie obejrzymy a wzdluz wszystkich drog miedzy Lizbona a Terespolem bedziemy mieli las wysokich slupow z duza zolta litera M na czubku – hamburger nasz codzienny.

Wtedy dopiero zawyjemy z bolu – oddajcie nam nasza grochowke!